Podgladacze

niedziela, 9 sierpnia 2009

Lifted...



Balloon Fiesta w Bristolu. Z Wczoraj.
Ambitnym planem naszym bylo dostac sie tam na godzine 6.00 rano, na poranny lot... zwazywszy jednak ze dzien poprzedzajacy nasza wczesnoporanna wyprawe do Bristolu byl dniem pod znakiem potluczonej nogi Willa który niefortunnie "zaliczyl glebe" na zakrecie na motorze.. kilka godzin spedzonych do póznej nocy na izbie przyjec calkowicie odwolalo ten pomysl.. wybralismy sie tam zatem nastepnego dnia po poludniu.. Will kustykajacy, z usztywniona stopa, podpierajacy sie monopodem mozolnie acz dzielnie dotrzymywal mi kroku..
W zeszlym roku caly lot balonów zostal odwolany, z powodu deszczu, wiatru i blota, ale po wczorajszym dniu nie pamieta sie zeszlorocznego rozczarowania.
Pewne widoki sa tak mile dla moich oczu ze wyciskaja z nich delikatne lezki
nie umiem inaczej.. jezeli cos jest piekne, to odruchowo placze..
a ja uwielbiam wszystko co lata... :)
poza tym
blekitne niebo
dziesiatki kolorowych balonów
to taki naladowany "dzieciectwem" obraz... ze na pewno kazdy tamtego dnia poczul sie znowu naiwnym szkrabem wyciagajacym z radoscia raczki do tych wielkich barwnych obiektów na niebie.....
fantastyczny dzien
postrzelalam troche z luku i udowodnilam sobie ze mam do tego "smykalke"
obejrzalam po raz siódmy wystep "Red Arrows"
powzruszalam sie 93 balonami powoli wznoszacymi sie w kierunku miasta
a co najwazniejsze chyba
odwazylam sie jechac samochodem tam i spowrotem...
przez miasto, przez autostrady...
krok do przodu
duzy
super dzien...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz